Raj utracony [Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak, Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii]

Szepty kamieni

Nie będę ukrywać: odwiedzenie Islandii od wielu już lat znajduje się gdzieś na szczycie listy moich marzeń podróżniczych. Nie zliczę, ile wieczorów spędziłam na przeglądaniu zdjęć oraz wytyczaniu trasy na GoogleMaps, a także szukaniu sposobów na obniżenie kosztów takiej wycieczki.

Nic z tego, krzyczy mój portfel.

Zmuszona więc jestem przynajmniej na razie zadowolić się podróżami wirtualnymi i książkowymi. Jeżeli coś mogło ostudzić mój zapał w snuciu planów podboju odległej wyspy, to z pewnością były to właśnie  Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii.

Islandia odmalowana przez Berenikę Lenard i Piotra Mikołajczaka nie jest piękną zieloną krainą, w której ludzie i trolle żyją zgodnie obok siebie, nocami wpatrując się w zorzę. Obraz wyłaniający się z kart jest przygnębiający, złowróżbny, bardzo melancholijny. Oto Islandia odarta z szaty, jaką okryła wyspę prężnie rozwijająca się turystyka, Islandia oglądana oczyma nie tych, którzy w sezonie wakacyjnym jadą spędzić tam kilka dni lub tygodni, a potem wracają do domowych pieleszy na kontynencie, ale doświadczana na co dzień przez jej mieszkańców.

Jedźmy, nikt nie woła

Autorzy prowadzą nas drogami  i – zwłaszcza – bezdrożami Islandii, zabierając nas do miejsc, których raczej w biurze podróży nikt by nam nie polecił, takich jak opuszczona fabryka śledzi w Djúpavíku czy wrak samolotu. Depresyjny krajobraz zestawiony został z opowieściami ludzi, którzy mimo wszystko zdecydowali się zostać w tych niegościnnych warunkach i tam odnaleźć spokój, zbudować własne życie, może nawet rozkręcić biznes. Atmosfera panująca w tym miejscach przypomina tą z powieści Arnaldura Indriðasona – i nic dziwnego.

Historie z (nie)opuszczonej Islandii

Autorzy nie pozostawiają złudzeń: turystyka, która dla wielu Islandczyków stanowi główne źródło utrzymania, dla delikatnej natury wyspy jest raczej przekleństwem. Dwa miliony turystów rocznie wobec trzystu trzydziestu tysięcy stałych mieszkańców – taka dysproporcja robi wrażenie. Niestety, pieniądze nie są jedynym, co ta pierwsza grupa zostawia na Islandii. Dość wymienić graffiti, które „zdobi” ściany opuszczonych budynków, zalegające wszędzie śmieci, a nawet… odchody, bo przy tak niewielkiej gęstości zaludnienia zbyt mało jest publicznych toalet.

Turyści, którzy na Islandii wyzbywają się wszelkich skrupułów (opuszczone = niczyje), wydają się robić dwie rzeczy: niszczyć wszystko i narzekać na ceny. A te – jak wyjaśniają autorzy Szeptów kamieni – są przynajmniej po części konsekwencją kryzysu bankowego z 2008 roku*. A tak poza tym… dlaczego nie podnosić cen, skoro turyści są w stanie tyle płacić? (Ten komentarz jednego z rozmówców Lenard i Mikołajczaka sprawił, ze aż zazgrzytałam zębami).

Oczywiście oprócz odczarowanej rzeczywistości znajdzie czytelnik między stronami perełki ciekawostek, którymi obdzielili autorzy żyjący na Islandii rodowici mieszkańcy i emigranci.

…niech pierwszy rzuci (szepczącym) kamieniem

Niemal na koniec kilka subiektywnych refleksji na temat tego, co w książce mi się nie podobało. W końcu oceniam produkt, nie tylko serwowaną opowieść.

Od strony technicznej: czytałam całość na kindle’u i nic mnie tak nie wybijało z rytmu, jak dość częste dzielenie wyrazów, najwyraźniej wprowadzane już na składzie (zwykłym dywizem?).

Od strony narracji: czasem miałam wrażenie toporności kompozycyjnej, jakby przejścia z opisów do historii były nie dość wygładzone. Do całości nie pasował mi też opis wizyty ekipy filmowej, zaburzał mi obraz islandzkiej codzienności, ale to już pewnie jak najbardziej rzecz gustu.

Historie wiatrem pisane

Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii to zdecydowanie rzecz godna polecenia wszystkim, którzy w bliższej lub dalszej przyszłości chcieliby wybrać się na wyspę, wszystkim zafascynowanym jej krajobrazami. Warto przekonać się, że obok zielonej, kraj ma także inną, bardzo szarą stronę. I mieć nadzieję, że ci, którzy na Islandię wybierają się tylko na wakacje, zaczną nie tylko doceniać urok tamtejszych widoków (nie tylko piękno i nie tylko natury), ale także ją szanować.

 

____

* Swoją drogą, należy tu na marginesie odnotować, że Islandczycy to ludzie niezwykle wręcz konkretni:

Po tym jak w mieszkańców Islandii uderzyła nowa rzeczywistość, rozpoczęły się demonstracje. Spokojny dotychczas naród wyszedł na ulice, biorąc ze sobą garnki, patelnie, pokrywki i wszystko, co było w stanie wydobyć z siebie wystarczająco głośny jazgot. W lutym 2009 roku, na fali protestów i po dwóch referendach, islandzki rząd upadł, a mieszkańcy odmówili przejęcia długów o prywatnych bankach. Bankierów wsadzono do mamra.

1 thought on “Raj utracony [Berenika Lenard, Piotr Mikołajczak, Szepty kamieni. Historie z opuszczonej Islandii]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *